Uczciwość i umiejętność logicznego myślenia
są nieodzowne w działaniu każdego…
August Chełkowski
Zjeżdżając krętą wielkopolską szosą do Śmiełowa od strony Żerkowa proszę za zakrętem, na skraju lasu koniecznie zatrzymać się w miejscu oznaczonym jako punkt widokowy: na tle nagle otwartej przepysznej pradoliny Warty z kilku kilometrów oczy przyciąga odrestaurowany zespół pałacowy, naznaczony pobytem Mickiewicza i dziedzictwem Chełkowskich, których od dawna już tam nie ma.
Do takiej perspektywy i retrospektywy zapraszam PT. Czytelnika w myśleniu o śp. Augustynie, Mistrzu Auguście; mimo codzienności trzeba znaleźć właściwe odległe miejsce, „punkt widokowy”, aby ogarnąć całą Jego pradolinę i skierować wzrok na pojedyncze perełki Jego dokonań (a w moim przypadku jeszcze uniknąć powtarzania się w kolejnym rozważaniu o tej wielkiej postaci).
W tymże gmachu dziesięć lat temu dość uroczyście obchodziliśmy jego 70-te urodziny przy znaczącej nieobecności odpowiedniej rangi wysłannika Senatu RP, którego był przecież marszałkiem oraz przewodniczącego „S”, z którego politycznego ramienia był przecież senatorem...Dodajmy koniecznie, iż tego rodzaju „fakty” Fizyk Ciała Stałego kwitował wzruszeniem ramion. Biorąc na siebie odium „działacza” pozwoliłem sobie publicznie nalegać (nie jedyny wonczas, bynajmniej) na Jubilata, aby mimo wieku raz jeszcze podjął się misji w przestrzeni publicznej, która pod Jego nieobecność wypełni pustkę byle wypełnić, jak każda...Jeszcze jeden dowód na polską anomalię: to Jubilat powinien wskazując następcę zapowiadać swoją rolę wiekowego mędrca i mentora. A jako że apel ów powtórzyłem niebawem na kameralnym co wtorkowym spotkaniu „profesorskim” w przykatedralnym duszpasterstwie akademickim u ks. Stanisława. wyznaję to swoiste grzeszenie słowem i uczynkiem w obliczu przedwczesnego zgonu Mistrza, o czym poniżej.
Doszliśmy więc razem drogą „S” aż po wielką, faktycznie rządzącą, nominalnie chrześcijańsko-demokratyczną partię jej imienia, jedną jedyną w życiu, którą współtworzyliśmy, z Antonim Winiarskim i innymi, a do której autorskiego programowego statutu nie udało Mu się przekonać kamaryli wokół wodza Mariana. Od wewnątrz ( jacyż szatani tam byli czynni?) psucie politycznego ruchu „S” i Państwa, to sedno zgryzoty, głębokiego zawodu i męczącej niemożności takich osób jak Chełkowski. Tak jak On uważałem (i robiliśmy co wydawało się słuszne), iż ruch ten, ci ludzie, my zwłaszcza, nie tylko z racji uniwersyteckiej legitymacji świadomi wyzwań czasów, mając wszelkie dane i historyczną szansę zbudujemy, by użyć pleonazmu, solidne ciało stałe w życiu publicznym i politycznym...Opatrzność i tak uwolniła Go od przeżywania całkowitej ruiny projektu.
Opatrzność uwolniła...? Znamienne jest ostatnie miejsce jego senatorskiej i profesorskiej posługi. Przewodniczącego senackiej komisji nauki pogotowie ratunkowe zabrało z inauguracji roku akademickiego w pewnej niepublicznej szkole wyższej w cieniu Jasnej Góry, której „renoma” rozciąga się od dzieła wcielonego diabła po prężną uczelnię, której (pro)rektorami byli kolejno i były premier Jerzy Buzek, i była pani premierowa Ludgarda. Przekonany o diabelskiej obecności w niektórych ludzkich poczynaniach obawiam się, iż jacyś szatani tam byli czynni...
Dwukrotnie posługuję się przypomnianym ostatnio cytatem metaforą Ujejskiego, aby przenieść opis wszelkiego zmagania ze Złem Fizyka Doświadczalnika zaangażowanego w życie publiczne na istotny dla ludz(kośc)i poziom pozytywnej analizy i syntezy świata dostępnego umysłowi i coraz doskonalszej aparaturze, w którą – oraz w młodych – inwestował w kompromisie z „komuną” po prymasowskie non possumus od samego zarania Uniwersytetu. Sieroty po Chełkowskim, radzimy sobie różnie. Najlepiej Fizyka, Alicja, Grażyna, and Co, pardon, panie profesor, następczynie resp. na katedrze i w skromnym pokoiku Szefa. Najgorzej – polityka polska, w której czynna obecność jest (była?) moralnym imperatywem inteligenta z uniwersyteckim cenzusem. Boć pierwszym przywilejem obywatela z narodu-suwerena jest przemiana, w akcie czynnego prawa wyborczego, Chełkowskiego w senatora, Pańki w posła, aby utożsamiać się (patriotycznie, ot co!) z moim senatorem (posłem), naszym senatorem (posłem), upostaciowieniem Rzplitej Zabrano mi senatora, zabrano mi posła. Sierota-m polityczny...
Wiosną pamiętnego 92 roku złożyłem Mu wizytę w gabinecie marszałka Senatu RP (nb. każdej koleżance, każdemu koledze z USiu życzyłbym wonczas takiej wizyty). Czując swoistą dumę z jedynego w swoim rodzaju momentu nie mogłem elegancko ujmującemu Panu w nienagannym ciemnym garniturze w pewnym momencie nie zwierzyć się z prywatnego opisu historycznej dekady i obrazu, jaki nosżę w oczach od dziesięciu lat, gdy pewnego brzydkiego zimowego dnia mijałem Go, po internowaniu i pozbawieniu rektorstwa, sunącego pod ścianą budynku przy ul Teatralnej, nieobecnego, rzekłbym nierzeczywistego do tego stopnia, iż najcichszym „dzień dobry” postanowiłem nie zakłócać Jego zamknięcia w sobie. Myślę, ze oprócz innych argumentów i ten obraz przepaści dwóch światów zakłócił mu spokój urzędowania na tyle, iż przekonał Go ( bo przecież dawał się przekonywać!) do zgody na tracenie czasu na udział w pewnej dętej konferencji, o której zdanie poniżej. Wspominam ów moment, aby podkreślić, iż w świecie oczywistych faktów śp. August, August Niezłomny, był jednym z kilku marszałków Senatu RP, Trzeciej Najjaśniejszej. Należę do osób, (a jest to też powinność naszego środowiska uniwersyteckiego), które głośno mówią Jej prześladowcom: wara od ustroju III RP, której ojcami założycielami byli śp. Marszałek i śp. poseł Pańko, współautor Rzeczypospolitej samorządowej. Prawdą także jest, iż przedwcześnie Jej grzech(y) pierworodny (e), by użyć ezopowego języka, zabrał(y) nam i Jej najcenniejszych mężów stanu: jacyż szatani musieli tam byli czynni? kolejny raz zapytam, zakrzyknę...
Nie dożył Marszałek Senator Rektor prasowego tytułu UŚl. Kuźnia kadr PZPR pod opieką SB i całej kryptolustracyjnej nagonki. Nadzieję żywię, medialny bełkot nie sięga Tam, gdzie Jest, pewien jestem, Dusza śp. Augustyna Augusta. Nietrudno wyobrazić sobie jakby się zachowywał Ten, którego po zgonie, w GU, nazwałem Opoką: wzruszyłby ramionami, machnął ręką, marność nad marnościami. Pisałem już o Jego stosunku do owych marności. W tym kontekście pisałem o zagranicznym doświadczaniu Jego prostoty i wielkości, co skłania mnie do akcentu osobistego.
Wielka międzynarodowa konferencja UNESCO o wolności akademickej z udziałem prezydentów, ministrów etc. w rumuńskiej królewskiej Sinai, maj 1992 roku. W jej kuluarach albo w specjalnie zaaranżowanym pokoju Marszałek Senatu, trzecia Osoba RP, spotyka kolejnych znamienitych gości. Niektórzy przyjeżdżają na to spotkanie specjalnie z odległego o ponad sto kilometrów Bukaresztu. Zaufani dziennikarze przeprowadzają rozmowę ze zdjęciami (dla wyobrażenia: na dwie strony Rzeczpospolitej; dodam z osobistą satysfakcją, pierwszy materiał w wolnej prasie rumuńskiej z/o kimś innym niż Geremek/ Michnik). Padają opinie, które za pięć lat usłyszę w belwederskiej rozmowie prezydenta Wałęsy z prezydentem Constantinescu, z którym, nb. ówczesnym rektorem, miałem przyjemność zapoznać Marszałka zapowiadając taką właśnie polityczną karierę geologa...Dziennikarzy zdumiewa proroczy( jak się okazuje) sąd Marszałka, iż pokolenie „S”, ówczesnych 40-,50-latków nie zbuduje nowej rzeczywistości, tak głęboko mentalność bolszewicka skaziła naturalne środowisko inteligencji ludzkiej. Cała nadzieja w młodych i w żywotności pokolenia AK.
W takiej aurze przyjeżdża ks. Jacek, świeżo od Prymasa pozyskany dla Polonii toruński redemptorysta. Przedstawiając go sugeruję Mszę św. W oczach Marszałka pojawia się jakiś inny blask, może błysk. Zapraszam prof. Romana Dudę, wrocławskiego matematyka, z czasem rektora, wówczas wiceministra. Przy okazji ks. Jacek poznaje R. Dudę, któremu we Wrocławiu robił kampanię wyborczą przed 4 czerwca 89 (!!”polskie drogi...). Opuszczamy szacowne miejsce i gremium. Schodzimy z górą kilometr w karpackiej dolinie do małego katolickiego kościółka wciśniętego w prawosławno- handlarską przestrzeń. W pewnym momencie Marszałek bierze na ramiona nieco przekornie marudną Miłkę, naszą najmłodszą 9-latkę, z którą Małżonka mieszka w sąsiednim pensjonacie na czas konferencji. Dobijamy się do skromnego probostwa. Znajomy proboszcz otwiera kościół i zakrystię. Czytania, serdeczny znak pokoju, komunia, nadzwyczajnie zwyczajna kilkuosobowa msza. Żegnając się przedstawiam gospodarzowi Jego niespodzianych gości; nie zapomnę wyrazu twarzy i oczu, gdy ni stąd ni zowąd pada „marszałek Senatu” (w Rumunii druga Osoba Państwa), „minister edukacji”. Takie wydarzenie nie zaistniało w Jego znanym i już nie zdarzy się w wirtualnym świecie. Rozpisałem się o tym skromnym zdarzeniu, aby podkreślić istotę i wagę mszy, w każdym miejscu i momencie, szerzej, istotę czynnej wiary dla śp. Augustyna Augusta właśnie w kontekście wolności nie tylko akademickiej fizyka i nauczyciela, męża, ojca i dziadka, rektora i senatora w mozolnej fascynacji odkrywającej kolejne Prawdy o pawłowym świecie, gdzie Chrystus wszystkim we wszystkich. Jako Opoka był stałym, trwale stałym. To jedna cząstka, jeden kwant Jego dziedzictwa. Inna równa tamtej cząstka - był wolnym. Wolnym do... i wolnym od...
Coś trwałego mimo zmienności, imponderabilia stanowią przecież o istocie organizmu publicznego, rozumianego instytucjonalnie i konkretnie. Jestem spokojny o przyszłość publiczną ilekroć fizyk jest desygnowany do zarządzania takim organizmem, by na bieżąco wymienić kanclerzy Merkel i Jelonka, premiera Marcinkiewicza oraz ministra Solanę. A przecież we wspomnianym stanie wojennym lat 80-tych, ówczesny prorektor, późniejsza gwiazda politologii tyleż pasożytniczej co medialnej, wskazując na dominujący budynek fizyki dekretował: po co uniwersytetowi taki kierunek? W podtekście: leninowsko- marksistowskim: wywrotowo - „niedochodowy”. Odpowiadam dzisiaj. po to, aby podstawy naszej cywilizacji zaklęte m.in. w greckich physis i polis, więc i łacińskim uniwersum znalazły pełny wyraz w dziedzictwie Chełkowskiego. Oby nam spadkobiercom udało się jak najwięcej zeń zachować dla pokoleń dzieci i wnuków.
roman_wyborski@op.pl
|